Polacy szturmują zakłady bukmacherskie

A założymy się? – któż z nas nie słyszał tego zawołania, albo i kto nie uległ zakładowi, stawiając na to, do czego jest przekonanym?

Czy Jarosław Kaczyński będzie prezesem PiS w 2020 roku? Kto będzie prezydentem w USA? A przede wszystkim, jak pójdzie naszym na Euro? Bukmacherzy przeżywają dziś prawdziwe oblężenie

Zakładanie się między ludźmi to historia stara jak świat i obecna jest w historii ludzkości od zarania dziejów. Chęć ryzyka i związany z tym dreszczyk emocji, być może mamy zapisany w genach. I nawet jeśli zmieniały się obyczaje, a przede wszystkim narzędzia, jakie na przykład dziś daje technologiczny postęp, to chęć rywalizacji, sprawdzenia się, wciąż pozostaje niezmienna.

Piotr Majewski, przedstawiciel firmy bukmacherskiej Uni bet na Polskę przypomina, że już starożytni Grecy, pomysłodawcy kultywowanej do dziś idei igrzysk olimpijskich oddawali się zakładom z taką samą przyjemnością, jak i dziś my współcześni. Rzymianie lubowali się w obstawianiu graczy w kości, wyścigach rydwanów czy, jak pamiętamy z licznych filmów i lektur – w walkach gladiatorów. A Średniowiecze – proszę bardzo – turnieje rycerskie, występy łuczników – na swoich faworytów stawiali wszyscy – i królowie, i szlachta, mieszczanie i chłopstwo.

Chęć zaryzykowania bowiem wspólna jest nam wszystkim, niezależnie od wieku, wykształcenia, czy też płci. Jednak prawdziwą, masową popularność, jeśli chodzi o podejmowanie ryzyka i zakładanie się dało powstanie futbolu i pierwszej piłkarskiej ligi w Anglii. Był XIX wiek. I tak oto w Wielkiej Brytanii rodzą się zakłady wzajemne, stąd też i dziś uważa się ten kraj za kolebkę bukmacherów. A zaczęło się, ma się rozumieć, od zakładów dżentelmeńskich.

– Początkowo miało to oczywiście formę bezpośredniego umawiania się pomiędzy zainteresowanymi. W XX wieku powstała natomiast pierwsza firma oferująca zakłady bukmacherskie. Za prekursora uważany jest naturalnie Anglik – John Moores, który w 1922 roku otworzył pierwszy punkt tego typu. W tym okresie powstało również słowo „bookmaker”, które było zlepkiem słów z angielskiego: „book” – zakład i „maker” – robić. Z czasem oferta zaczęła rozszerzać się także na inne sporty – mówi Piotr Majewski.

Nic więc dziwnego, że dziś największy rynek bukmacherski znajduje się w Wielkiej Brytanii, tam też jest najlepiej zorganizowana kultura grania. Kolejny krok milowy w bukmacherce to oczywiście internet – jego powstanie zrodziło rzesze milionów graczy, którzy bez wychodzenia z domu, w każdej chwili mogą skorzystać z oferty, jakie oferują niewyobrażalne wręcz rzesze firm bukmacherskich czy kasyna on – line. W Polsce, o czym świadczą badania TNS OBOP, 13 proc. dorosłych Polaków, (a to prawie 5 mln ludzi) przynajmniej raz w życiu obstawiło zakład sportowy. Najczęściej starają się przewidzieć wyniki meczów piłki nożnej, wyścigów konnych, ale nie tylko.

Legalni bukmacherzy

Dziś, firmy bukmacherskie, które istnieją w Polsce od lat 90., bywa, że działają lepiej niż firmy sondażowe i ośrodki badania opinii publicznej. To bukmacherzy pierwsi wiedzą, jaki jest trend, w jakim kierunku się zmieni, kto zostanie czarnym koniem – obojętnie, wyborów, wyścigów czy rozgrywek piłkarskich. Ludzie stawiając swoje pieniądze, robią to ostrożnie, ale też często kierują się tym, kto jest faworytem.

– Jeśli pyta pani o to, jak obstawiają Polacy, to odpowiem, że przede wszystkim stawiają na „naszych”. Jeśli oglądają mecz, to wierzą, że „nasi” wygrają, nawet jeśli analitycy nie wróżą im zwycięstwa. Polacy nie lubią też obstawiać z wyprzedzeniem, najczęściej robią to w dniu meczu – mówi Paweł Rabantek z firmy STS Zakłady Wzajemne.

I zwykle wygląda to tak – Polak wchodzi do punktu przyjmowania zakładów, gra za małą kwotę, obstawia wiele wydarzeń, a chce wygrać szybko i dużo. Najlepiej, żeby za zakład, za który zapłacił 5 zł, wygrać 1000 zł. Per saldo traci więcej, niż gracze z zachodu, którzy zwykle grają za więcej, obstawiają mniej wydarzeń. Pod warunkiem, że trafiają.

Oczywiście i wie o tym każdy gracz, że im mniejsze jest prawdopodobieństwo wygrania, tym wygrana jest większa, no i przeciwnie – im bardziej pewny faworyt, im bardziej prawdopodobny zwycięzca zakładów, tym, przy tej samej stawce, jaką postawimy, wygramy mniej. Bukmacherzy wciąż rozszerzają swoją ofertę, widząc, że kiedy wprowadzają wydarzenia nie związane ze sportem, wtedy obstawiają ludzie, którzy na co dzień tym sportem się nie interesują. I tak było, jak wspomina Paweł Rabantek, przy okazji ostatnich wyborów prezydenckich w Polsce.

– I wtedy rzeczywiście to bukmacherzy często o wiele szybciej niż firmy sondażowe wiedzieli, co w trawie, a może raczej, w polityce piszczy – wspomina Paweł Rabantek.

Najpierw jako faworyt w wyścigu do fotela prezydenckiego długo utrzymywał się piastujący ten urząd Bronisław Komorowski, po czym gracze i to na dużą skalę zaczęli obstawiać, że wygra Andrzej Duda. No i się nie pomylili.

W jaki sposób bukmacherzy ustalają kursy, dlaczego takie, a nie inne wydarzenia wprowadzają do gry? Czym się kierują? Okazuje się, że każda firma bukmacherska ma własnych wewnętrznych specjalistów. Nie korzystają z ekspertów zewnętrznych, jak np. dziennikarze sportowi, choć chętnie i pilnie śledzą wszystkie publikacje.

– Ale mają też własną wiedzę, no i korzystają ze statystyk. Bo cała zabawa bukmachera polega na zarządzaniu ryzykiem –

aby tak ustawić kurs, aby dać klientowi możliwość fajnych wygranych, ale też tak, aby firma bukmacherska nie zbankrutowała. Może się zdarzyć i w przeszłości tak się zdarzało, że bukmacher nie przyjmie zakładu i wydarzenie wycofa z oferty, węsząc podstęp, bo np. ktoś zna wynik. Ale dziś to się już praktycznie nie zdarza.

W STS bukmacherzy przygotowujący kursy, a potem je kontrolujący, to też głównie młodzi ludzie. Wykształcenie nie ma znaczenia, trzeba mieć smykałkę, znać się na sporcie i matematyce. Potrafią ocenić prawdopodobieństwo. Dzisiejsze firmy bukmacherskie są zaawansowane, nie mogą sobie pozwolić na pomyłkę. Ale, jednak, one bywają. Kiedy następuje ciąg wydarzeń, w których wygrywają faworyci, to ludzie też wygrywają. I czasem bukmacherzy tracą na tym, że dali zbyt wysoki kurs.

Freaky Bets - dziwne i ciekawe zakłady bukmacherskie

Najpopularniejsze jest oczywiście obstawianie sportu, bo na takie wydarzenie nikt nie ma wpływu. Bukmacherzy uwielbiają niespodzianki, a one w sporcie najczęściej się zdarzają. Zanim więc będziemy przeżywać emocje i niespodzianki Euro 2016, jakie odbywa się we Francji, warto przypomnieć, co działo się w sezonie 2015/2016 w najważniejszych europejskich ligach. Na przykład nagle w Premier League o tytuł walczą Leicester – drużyna, która, jak przypomina Piotr Majewski, przed rokiem jeszcze ledwo ledwo utrzymywała się w angielskiej elicie oraz Tottenham, który ledwo ledwo mieścił się w pierwszej czwórce. A Hiszpania? Barcelona, która była liderem, nagle zaczyna tracić punkty, a korzysta madrycki Real i Atletico.

Historia piłki nożnej wielokrotnie już pokazywała, jak bardzo futbol może być nieprzewidywalny. – I to w sporcie jest najpiękniejsze – powtarzał często znany polski komentator, Tomasz Zimoch. I często przy tej okazji wspominał: – Pamięta pani duńskich piłkarzy w 1992 roku? Byli już na wakacjach, gdy na 11 dni przed turniejem, dowiedzieli się, że wchodzą za Jugosławię, wykluczoną wtedy za wojnę w Bośni i Hercegowinie. Nikt im nie dawał szans – nieprzygotowani, rozleniwieni. A oni nie tylko wyszli z grupy, ale też wyeliminowali w półfinale aktualnych mistrzów świata – Holendrów. Europa była w szoku.

Na Euro w 2004 roku z kolei nieoczekiwanie fetowali Grecy. Im też nikt nie dawał szans – ot, drużyna, która symbolicznie zaznacza swój udział w wielkich turniejach. Stali się rewelacją turnieju, pokonując Hiszpanię, Rosję, Francję i Czechy. No i w finale znów pokonali Portugalię.

I historia najbliższa – eliminacje do Mistrzostw Europy 2016 – Polska drużyna pod przewodnictwem trenera Adama Nawałki pokonuje mistrzów świata – Niemcy. Dzisiaj więc trzeba grać Euro, zwłaszcza, że firmy bukmacherskie proponują bardzo rozbudowane zakłady.

W STS, ale też i u innych bukmacherów, można obstawiać wyniki do określonej minuty meczu, albo na to ile żółtych kartek padnie w meczu. Nie ma wątpliwości, że takie wydarzenie jak Euro, to czas złotych żniw dla bukmacherów. Również dlatego, że takie wydarzenie nie odbywa się co roku, podobnie jak Mistrzostwa Świata w piłce nożnej. Oczywiście ligi piłkarskie, które grają przez kilka miesięcy powodują, że zakładów jest więcej, ale rozkłada się to na kilka miesięcy. Kilka tygodni Euro powoduje zwiększony napływ graczy – wszyscy przecież oglądają mecze, a przy tej okazji i chętnie obstawiają.

Co jednak z tymi, których sport nie interesuje? Mogą postawić na to, kto wygra wybory w USA, jaki będzie wynik referendum w Wielkiej Brytanii, a także kto będzie następnym prezesem PiS. Na razie, na podstawie tego, jak obstawiają gracze wynika, że wygrywa Beata Szydło, minimalnie przed Mateuszem Morawieckim, na kolejnym miejscu jest Joachim Brudziński. Ale gracze stawiają też na to, że 1 stycznia 2020 roku prezesem PiS nadal będzie Jarosław Kaczyński.

Lokalnie bukmacherzy proponują obstawianie, jeśli chodzi o kluczowe inwestycje – było wydarzenie, kiedy zostanie do użytku oddany Most Łazienkowski, albo II nitka metra, teraz – kiedy zostanie otwarty gazoport w Świnoujściu, albo ile jeszcze samolotów odleci z lotniska w Radomiu.

– Śledzimy to, co się dzieje, zarówno lokalnie jak i w wymiarze ogólnopolskim. I jeśli widzimy, że dane wydarzenie ma potencjał dla graczy, to wprowadzamy to do oferty – mówi Paweł Rabantek z STS.

25.12 - 28.12 - Bezpieczna Premier League 4+ w LV BET

Firmy bukmacherskie, czasem dla rozgłosu, stawiają na marketingowe zabiegi, przygotowując bardzo aktualne oferty na podstawie tego, co się dzieje w świecie i co interesuje ludzi, albo… o co spierają się politycy. Takim marketingowym zabiegiem niewątpliwie jest wprowadzenie do oferty zakładu specjalnie dla ministra finansów Pawła Szałamachy i Sławomira Neumanna, przewodniczącego klubu parlamentarnego Platformy Obywatelskiej, po tym jak minister Szałamacha oraz poseł Neumann deklarowali chęć zawarcia zakładów dotyczących przekroczenia budżetu oraz realizacji dochodów w 2016 roku. W związku z tym, że żaden z nich nie posiada wymaganej licencji Ministerstwa Finansów,

STS przygotował dla nich możliwość zawarcia zakładów. I mogą z tego skorzystać. Jednocześnie bukmacherzy STS nie mają wątpliwości, że deficyt budżetowy przekroczy 54 mld złotych. Kurs na TAK wynosi 1.20, czyli za każde postawione 100 złotych można wygrać 105 złotych 60 groszy. Natomiast gracze, którzy trafnie obstawią, że deficyt nie przekroczy wskazanego progu, wygrają 316 złotych 80 groszy za każde postawione 100 złotych.

Dziś nie ma też różnicy, czy obstawiamy w punkcie bukmacherskim (w Polsce jest ok. 1350 takich punktów przyjmowania zakładów bukmacherskich), czy w internecie. – Ale idąc do punktu gracze liczą też na rozrywkę i relaks – mówi Paweł Rabantek. Dziś te punkty wyglądają inaczej, niż znamy z filmów: to już nie są speluny, w których dymu jest tyle, że można powiesić przysłowiową siekierę. Dziś ludzie przychodzą do nowoczesnych, estetycznych wnętrz, z ładnymi meblami, jest tam sporo ekranów telewizorów, oglądają mecze, rozmawiają, spotykają się ze znajomymi,chcą przede wszystkim miło spędzić czas. Taki punkt spełnia więc dodatkowe towarzyskie, społeczne funkcje.

Przez ostatnie lata zmienił się też profil gracza. Dziś nieprawdą jest, że do zakładów bukmacherskich chodzą tylko starsi panowie, choć prawdą jest, że są to głównie mężczyźni – tylko 8 procent wśród graczy stanowią kobiety. Ale bukmacherka stała się tak popularną dziedziną, że zawładnęli nią ludzie młodzi – wykształceni, z dużych miast. I to oni też najczęściej grają w internecie.

A co z wygranymi? Czy na obstawianiu zakładów można się wzbogacić? Póki co, wśród największych wygranych w Polsce znalazł się mężczyzna, który kupił zakłady za 50 tysięcy zł – dotyczyły one piłki nożnej i siatkówki – a wygrał 818 tysięcy. To była największa wygrana. Gracze nie ustają jednak w poszukiwaniu strategii najlepszej dla siebie. To oczywiście sprawa bardzo indywidualna, ale jeśli grają często, to wyciągają własne wnioski z popełnionych błędów i to oni decydują w efekcie, czy grają tylko na pewniaków, czy raczej liczą na łut szczęścia.

Warto tu jeszcze dopowiedzieć, że choć w Polsce mamy gdzie grać – jest tu pięć legalnych firm bukmacherskich, to mają one jedynie 10 procent udziałów w rynku. Reszta bowiem, olbrzymia reszta – to firmy nielegalne. Różnica między grą w legalnej firmie, a nielegalnej polega na tym, że w nielegalnej gra się za pełną stawkę. Czyli jeśli zagramy za 100 zł, to nie płacimy z tego 12 procent podatku. Tyle że na zakładach nielegalnych budżet Polski traci rocznie 6 mld złotych.

– Polskie urzędy udają, że nie mają narzędzi do kontrolowania tych firm, bo one swoje serwery mają za granicą. W internecie 90 procent zakładów przyjmowanych jest nielegalnie. Platforma Obywatelska bała się tego dotykać, teraz rząd ogłosił nowy projekt ustawy, która miałaby regulować te sprawy. No i ta ustawa zlikwidowałaby czarny rynek – uważa Paweł Rabantek.

No tak, ale co z uzależnieniem od grania? Paweł Rabantek uśmiecha się. – Uzależnić się można od wszystkiego. A zakłady bukmacherskie to nie hazard. To jest gra wiedzy. Dlatego bukmacherka jest zabawą dla wszystkich.

źródło: http://www.polskatimes.pl/magazyny/magazyn-polski/a/polacy-szturmuja-zaklady-bukmacherskie-i-obstawiaja-naszych-na-euro-2016,10094125/3/

 

Comments are closed.